Kss Kotwica Kórnik
62-035 Kórnik
rok założenia:  1926
barwy:  zielono -białe
Kotwica Kórnik - Lech Poznań 3:6 (2:3) - relacja z lokalnego święta sportowego.
Sponsorzy spotkania
Galeria z meczu

       Tytułem 3 miejsca w konkursie kibiców organizowanym przez "Gazetę Poznańską"  - "Zagraj z Lechem", dnia 3 września 2005 roku odbył się mecz pomiędzy naszą Kotwicą, a piłkarzami z Poznania. Piknikowa atmosfera uderzała już od momentu wejścia na stadion. Szybkie kupno biletów, pamiątkowy program z meczu-bilet (w czasie przerwy było losowanie fantów), okazjonalna chorągiewka z herbami obu klubów, i paczka pysznych sezamków od uśmiechniętej pani, którą spotkać można na praktycznie każdym meczu (pozdrowienia dla niej:)). Jeszcze czekając w kolejce podziwiać można było nowe modele mercedesów, która to firma była jednym ze sponsorów meczu. Po drodze jeszcze możliwość kupna koszulek, szalików, kiełbasek z grilla, piwa, słowem istna sielanka. Na domiar tego żal z nieba lejący niemiłosiernie. W takiej oprawie przyszło grać piłkarzom obu zespołów.
       Wychodzą na boisko, Kotwica w swym najmocniejszych chyba składzie (szkoda że zabrakło Mikołaja Laska, ze swoja szybkością, byłby jak znalazł na piłkarzy Kolejorza, oraz boiskowego "walczaka" Łukasza Jankowiaka, którego zbyt często gubił jednak zbyt długi język). Lech praktycznie też, jedynym "piłkarzem" którego trudno nazwać kopaczek Lecha, był występ pana Marka Pawłowskiego, związanego zresztą z gminą Kórnik, kierownika drużyny Lecha który wystąpił w ekipie z Bułgarskiej nie pierwszy już raz w ramach takiego objazdowego pokazowego tournee. Jeszcze przed meczem miała miejsce dekoracja kapitanów obu zespołów pamiątkowymi pucharami, puchary dostali również sędziowie. Miłym elementem było też wyczytanie pana Marciniaka, naszego listonosza, człowieka już ponad 90 letniego, najstarszego kibica Kotwicy, który w asyście bodaj wnuków, albo już prawnuków przemaszerował wśród oklasków przed trybunami w szaliku, machając chorągiewką.  
       Gwizdek sędziego, mecz się zaczyna. Jeśli ktoś myślał że piłkarze z Kórnika padną na kolana przed autorytetem piłkarzy z Poznania, którzy razem rozegrali w drużynie narodowej ponad 110 spotkań, to był w głebokim błędzie. Już początek spotkania pokazał, że jeśli piłkarze z Poznania chcą tu wygrać to będą musieli się spocić, bo za darmo to można w Kórniku dostać pamiątkowy puchar, ale na pewno nie wygrać mecz z "naszymi". Pierwsza bramka pada dla Lecha w 13 minucie a strzelcem jest 69 reprezentant Polski, uczestnik mistrzostw świata 2002 - Piotr Świerczewski. Ta dość szybka bramka nie załamała naszych piłkarzy bo już w 21 minucie po rajdzie  i strzale Macieja Matuszewskiego, dobijał Bartosz Majchrzak. Gol!!!! Remis na Leśnej. W tym momencie w szeregi obrony Lecha wdał się już lekki niepokój. To czego nie mogli zrobić piłkarze z Poznania, dopomógł im sędzia główny, dyktując wyimaginowany rzut karny, w 23 minucie, po tym jak, po próbie główkowania po rzucie rożnym nieatakawany przez nikogo "Świr" zamiast na nogi upadł na tyłek. Wobec precyzyjnego strzału Piotra Reissa (notabene byłego piłkarza Kotwicy) - nasz bramkarz - Maciej Bzdęga był bezsilny. Jednak kontra Kotwicy była natychmiastowa bo już pierwsza akcja po wznowieniu gry przyniosła wyrównanie. To co nie udało się poprzednio, tym razem udało się Maciejowi Matuszewskiemu. Szał i okrzyki radości, oklaski na trybunach. Ci którzy przyjechali tu jako gwiazdorzy, musieli się teraz nieźle głowić i wziąść do roboty żeby uniknąć kompromitacji. W międzyczasie spiker (który notabene, dopiero co przeszedł chyba, przyśpieszony kurs czytania dla opornych, bo widać było że nie jest to jego mocna strona)  - włączył przyspiewkę z zapytaniem "kto wygra mecz"?? Dziesiątki kibicowskich gardeł stadionu przy Leśnej nie miało żadnych wątpliwości - KOTWICA!!!!!! W tym momencie złość zaczęła targać nestorem poznańskiej obrony - Zbigniewem Wójcikiem, który beształ swoich kolegów z tej formacji niemiłosiernie raz za razem. Nie można też pominąć słabszej dyspozycji jednego z liniowych który notorycznie odgwizdywał nam spalone, kiedy tylko naszemu piłkarzowi udawało się dojść do podania. Oczywiście o żadnych spalonych nie było mowy, wiadomo że oba zespoły dzielą lata świetlne, ale czy to znak że poznaniacy mają dostać zwycięstwo u nas za darmo??? Sędzia liniowy zasłużył na żółtą kartkę!!!
Piłkarze Lecha wyszli na prowadzenie dopiero pod koniec pierwszej połowy, po kolejnej bramce Piotra Reissa. Szkoda że nie udało się dowieźć remisu do końca pierwszej połowy, ale i tak trzeba pochwalić Macieja Bzdęgę, który momentami wyczyniał w kórnickiej bramce dosłownie cudów broniąc strzały lechitów.
       W drugiej połowie obraz gry uległ już znacznej zmianie, na korzyść piłkarzy Lecha, ale nie grali oni jakoś super, po prostu nasi włożyli w pierwszą połowę chyba z 300 % swoich sił i "oddychali już rękawami". Wartym odnotowania, jest fakt że zmiennikiem Macieja Scherfchena w II połowie został II trener Lecha - pan Rafał Ulatowski, który pełnił w dniu dzisiejszym honory mistrza ceremonii. Trener Michniewicz dotarł dopiero na II połowę i kręcił się po terenie OSiRU (pewnie był z Akademią Lecha we Wronkach, gdzie sam grał przez kilka lat). Kolejne bramki padły dla Lecha - w 47 minucie hattricka skompletował "Reksio", a w 3 minuty później Tomasza Mrugasa (który zastąpił Bzdęgę po 45  minutach) pokonał Krzysztof Gajtkowski, który też mógł ustrzelić hattricka gdyby nie stanęły mu na przeszkodzie - albo nasz bramkarz, albo słaba celność. Niezbyt korzystny wynik dla naszych uległ zmianie w 55 minucie, gdy to po indywidualnym rajdzie w polu karnym padł jeden z naszych piłkarzy ścięty przez "interweniującego" bramkarza, a "11" na gola zamienił Łukasz Słabolepszy, dla którego była to już druga bramka strzelona piłkarzom Lecha. Bądźmy jednak szczerzy, z całym szacunkiem dla naszych piłkarzy - ale w/g mnie ten karny był podyktowany z kosmosu, tak samo jak pierwszy karny dla Lecha. Na szczęście sędzia nie był zbyt drobiazgowy, mając świadomość że to mecz towarzyski, lokalne świeto piłkarskie i 11 odgwizdał. Ostatniego gola dla Lecha zdobył nowy nabytek, który zebrał parokrotnie oklaski za rajdy między naszymi obrońcami - Samba Ba - po również nieco dziwnym karnym - gdy obaj piłkarze, równocześnie Lecha i Kotwicy stykając się dotknęli ręką piłki. Strzał i 3:6 dla naszych. Krótko po tym wydarzeniu, sędzia zakończył spotkanie.
       Jak widać, dzięki kibicom i piłkarzom - miało miejsce w Kórniku piękne święto sportowe. Gratulacje dla naszych piłkarzy za dostarczenie nam kibicom, okazji do wrażeń. Za pokozanie woli walki i charta ducha, którego czasami Wam brakuje w lidze. Podziękowania dla sponsorów meczu - swoją drogą, ciekawe ile musieliby więcej dać kasy, żeby nie golono nas tak za bilety.
       Ktoś czytając to sprawozdanie może odnieść wrażenie, że Kotwica Kórnik to potęga piłkarska, a Lech Poznań to jakieśtam kopacze. Tak oczywiście nie jest, ale podczas gdy nasi włożyli w grę całe swoje serce, i 300% normy zostawiając na boisku płuca i gryząc trawę dopóki im starczyło sił - piłkarze Lecha przyjechali na piłkarski piknik. Mam nadzieję że i piłkarze obu stron, i kibice są z tego widowiska usatysfakcjonowani. 
       I ja tam byłem. Miód i wino piłem, a to co widziałem, tutaj opisałem...

       gościnnie Grzegorz Kubacki

LECH - KOTWICA KÓRNIK 19:1 (4:1)  14.10.2003 

       Mecz sparingowy był rozgrywany na płycie głównej przy świetle elektrycznym. Miał za zadanie umożliwić napastnikom Lecha odblokowanie się i poprawienie skuteczności. Jak widać po rezultacie, założenie to zostało spełnione w stu procentach.
       Lechici od początku przeważali na boisku. W pierwszych minutach kilkakrotnie bardzo groźnie strzelał Rafał Grzelak - nie miał jednak szczęścia (choć po obronie jego uderzenia przez bramkarza gości pierwszego gola zdobył Nawrocik). Nieustrzegli się błędów obrońcy Kolejorza, którzy w pierwszej połowie pozwolili piłkarzom Kotwicy stworzyć bardzo groźne sytuacje. Jedną z nich wykorzystał Łukasz Słabolepszy, pomocnik Kotwicy. Do przerwy wynik był 4:1. Można powiedzieć nie było źle.
       Ale po zmianie stron inne juz było oblicze meczu. W drużynie Kotwicy nastąpiły zmiany  na wszytkich pozycjach, z Lechem w towarzyskiej potyczce chce zagrać każdy zawodnik. Tomek  musiał wyciągać piłkę z siatki aż piętnastokrotnie! Na plus dla naszej Kotwicy można zapisać to, iż dalej starali się grać otwartą piłkę, i nie bronili się w jedenastu na polu karnym, tylko ambitnie starali się zaatakować, wyprowadzić piłkę z własnej połowy. Stworzyli sobie także jedną stuprocentową okazję bramkową, ale pojedynek z napastnikiem wygrał Waldemar Piątek.
       Najwięcej bramek strzelił Piotr Reiss (chyba 7). Warto dodać, że Lech aż pięciokrotnie strzelał w poprzeczkę (w tym 3 razy Piotr Świerczewski). Kilka niezwykle soczystych uderzeń minęło bramkę Kotwicy w najbliższej odległości. Jednej bramki nie uznał też sędzia (był spalony, a szczęścia nie miał znów Grzelak, który co prawda "swojego" gola też zdobył). Bramki padały seriami szczególnie w ostatnim kwadransie spotkania. Ostatni gol dla Lecha był samobójczy, a w ostatniej minucie do wykonania rzutu wolnego podszedł bramkarz Kolejorza - piłkę po odbiciu się od muru z łatwością złapał Tomasz Mrugas.
       W drużynie Lecha zadebiutował Kameruńczyk Innocent Hamga. Nowy obrońca popełnił tylko jeden niegroźny błąd (strata piłki), w pozostałych sytuacjach interweniował bardzo pewnie i skutecznie, prezentując dobre opanowanie piłki. Co prawda nieszczególnie udzielał się w ataku, ale nie jest to przecież główne zadanie defensora. Pochwały należą się także Reissowi, Grzelakowi i Świerczewskiemu, który często silnie strzelał (minimalnie niecelnie) i odebrał wiele piłek w środku pola (także sporo wykopniętych przez bramkarza Kotwicy). Szkoda, że brzydka pogoda (zimno...), i słabsze wyniki zachęciły do przyjścia na stadion tylko garstkę widzów - wstęp był zresztą wolny. Kibice, szczególnie najmłodsi, bawili się na trybunach całkiem dobrze. Była znaczna grupa fanów z Kórnika, wywieszając niedużą flagę.

LECH - KOTWICA KÓRNIK 7:0 (5:0)  29.03.2005 
       
       Już w pierwszej minucie potyczki mogliśmy sprawić niespodziankę i strzelić pierwsi bramkę Wielkiemu Lechowi, ale zabrakło nam doświadczenia i piłkarskiego sprytu. Lech grał swoje, może nie była to piłka najwyższych lotów, ale to był sparing i Lechici mieli realizować zalecenia swojego trenera (Czesław Michniewicz). W pierszej odsłonie straciliśmy 5 bramek, w drugiej tylko 2. Czy Lech był tak słaby czy Kotwica taka silna? Kto był na meczu i widział odpowie sobie sam.
       Pozostaje tylko żal, że nie udało się strzelić jednej jedynej honorowej bramki.